Niedźwiedzie wtargnęły na posesję. Europoseł KO ma proste "rozwiązanie"
Wilki i niedźwiedzie grasują w miejscowościach na Podkarpaciu. Dochodzi do kolejnych ataków, w tym na ludzi i przede wszystkim zwierzęta gospodarskie. O skali problemu mówił kilka dni temu na kanale Do Rzeczy prof. Andrzej Zapałowski. Poseł Konfederacji powiedział, że ludzie, którzy dysponują odpowiednimi środkami finansowymi w podkarpackich gminach montują kamery, które rejestrują przypadki zdarzeń z udziałem niebezpiecznych zwierząt. 12 maja jedną z takich sytuacji zarejestrował domowy monitoring w miejscowości Wołkowyja w powiecie leskim. Widać na nim, jak dwa niedźwiedzie wbiegają na podwórko jednego z domostw.
Gasiuk-Pihowicz: Zamknij bramę, to nie wejdą
Europoseł Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz zaproponowała rozwiązanie takiej sytuacji. "Bramę zamknij. To nie wejdą. Nie trzeba zabijać" – napisała na X.
Ten zdumiewający wpis skomentował krótko publicysta "Do Rzeczy" Łukasz Warzecha. "Stawiam, że nawet gdybyśmy granicę minimalnego IQ dla parlamentarzystów ustawili naprawdę nisko, powiedzmy – 50, to Myszka Agresorka i tak by się nie załapała" – napisał.
Wilki i niedźwiedzie terroryzują Podkarpacie
Zapałowski przekazał, że wilki – których szacunkowo jest obecnie ok. 8 tysięcy – są już widywane także w innych miejscach w Polsce – nie tylko na Podkarpaciu. Niedźwiedzi jest z kolei ponad 400 sztuk. Zwierzęta te swobodnie wchodzą do miejscowości, są widywane na ulicach i posesjach, zagryzają psy i zwierzęta gospodarskie. Do miejscowości wchodzą także w środku dnia. Mowa na razie o kilkunastu gminach, ale problem rozszerza się terytorialnie.
Zapałowski, który od dłuższego czasu zajmuje się tą sprawą, przekazał, że ludzie na Podkarpaciu boją się wychodzić z własnych domów i puścić dzieci na przystanek autobusowy, więc zawożą je wszędzie samochodami. Dla przykładu w Zagórzu niedźwiedź spacerował niedawno pod przedszkolem, a w gminie Solina, przechadzał się w środku dnia pod szkołą. Niebezpieczne zwierzęta widziano już nawet w ok. 40-tysięcznym Sanoku.
Zapałowski: Niedźwiedzie przyzwyczajone do ataków na ludzi, będą polować
Parlamentarzysta Konfederacji przybliżył kilka przypadków ataków niedźwiedzi na ludzi, w tym śmiertelnych, co jak mówił, próbowano ukryć. Jak tłumaczył, kobieta zabita w kwietniu była ofiarą polowania niedźwiedzia. Kamery zarejestrowały, że spłoszony przez syna ofiary zwierz wrócił wieczorem na miejsce, do którego zaciągnął zwłoki, licząc na dokończenie konsumpcji. Mimo zabicia kobiety niedźwiedź nie został zastrzelony. – Skandal polega na tym, że po tych atakach te niedźwiedzie powinny natychmiast zostać odstrzelone. Tak się nie stało. Niedźwiedzie, które przyzwyczajają się do ataków na ludzi, będą atakować, będą polować także na ludzi – powiedział Zapałowski.
Brak odstrzału. "Samorządy mają związane ręce"
Poseł potwierdził, że ludzie od lat piszą do władz samorządowych o odstrzał niedźwiedzia i wilka, ale ci mają związane ręce. – Ludzie protestują, protestują samorządowcy, protestują rady powiatu, ale to wszystko odbija się od ściany. Ministerstwo Klimatu, zwłaszcza pan Dorożała, który jest absolutnie szaleńcem, po prostu doprowadzi do kolejnych tragedii – powiedział Zapałowski.
To jest ekopatologia [...] Oni widzą świat tylko przez kolor zielony. Nie widzą człowieka, nie widzą tego, że Bieszczady były jeszcze kilkadziesiąt lat temu jednym z najbardziej demograficznie zamieszkałych terenów, że większość Bieszczad to były miejscowości. Praktycznie grubo ponad połowa obecnych lasów jest na terenach wiejskich – powiedział Zapałowski.
– Oni wymyślili, że dadzą 16 milionów na odstraszanie niedźwiedzi w tej postaci, że specjalna grupa będzie do nich strzelać gumowymi kulami – kontynuował, dodając, że jest to niepoważne w przypadku niedźwiedzia ważącego 300 kilo, chronionego dodatkowo grubym futrem.